czwartek, 20 października 2011

Jutro

My ludzie od czasu do czasu potrzebujemy, żeby rzeczy i sprawy potoczyły się wreszcie właściwie. Chcemy po prostu rano wstać i spojrzeć na świat normalnie wręcz pospolicie. Może to banalne lub wygórowane życzenie, może. Tak czy inaczej czasem tego chcemy. Częściej jednak lepsze jutro zmuszeni jesteśmy przekładać na kolejne dni, zawsze coś nam wchodzi w paradę, a to praca, przebudzony wcześniej głodny kot, budzik, przeziębienie... zawsze coś. Dziś po wielu tygodniach radykalnego posty antykalaorycznego skusiłem się na coś słodkiego. Był to cukierek Krówka, rarytas dobrze znany w dawnych czasach. I przez ten sentyment udzieliłem sobie despensy krótkoterminowej. Pamiętam takie cukierki w dwóch wersjach: krucha i ciągnąca się. Ta druga była rzadkością więc wylosowanie takiej z szarej torebki było dowodem na uśmiech losu. Cukierek wybodywa się z opakowania jak dawniej, są dwie warstwy: marketingowa i techniczna. Techniczna zabezpiecza cukierka przez przylgnięciem do zewnętrzego opakowania, które spełnia rolę ochoronną produku, żeby nie pomylić go z innym produketm np. konkurencji. Dawniej był to problem obcy, zupełnie nieznany. Uporałem się z obiema warstwami, cukierek znalazł się w ustach mych wyposzczonych, a ja poczułem, że świat nie zmienił się tak bardzo skoro Krówki smakują tak sama jak dawniej. Kiedy otarłem łzę sentymentalną i krówkę utopiłem w łyku czarnej kawy moją uwagę jeszcze raz przyciągnęło opakowanie zewnętrzne. Od wewnętrzej strony nadrukowane było 'coś'. Treść natychmiast przypomniała mi chińskie przysłowia, a brzmiała następująco, cytat: 'Jutro spełnią się twoje marzenia'. Koniec cytatu. Po raz drugi poczułem się jak dziecko! Mimo, że doskonale wiem kto i dlaczego wypisuje te głupoty to teskt bardzo przypadł mi do gustu. Tylko pomyśleć... już jutro spełnią się moje marzenia. Ale o czy ja właściwie marzę?
Aż zaniemówiłem. Jak mówi stare chińskie przysłowie: Jeśli nie wiesz co powiedzieć, powiedz stare chińskie przysłowie'. No więc zaczałem układać listę rzeczy, które mogłyby sie jutro wydarzyć i co by można uznać za spełnienie marzeń. Była długa i po chwili całkiem trzeźwym okiem oceniłem, że piątek jest zbyt krótki na moje zachcianki. Musiałem zastosować odsiew tych marzeń, które nie muszą spełnić się aż tak szybko. Lista zchudła, ale wciąż była mało realna. 24 godziny na zakup nowego auta, udział w maratonie, zmiana pracy, wyjazd na Teneryfę, spłata kredytu, strata kilku kilogramów no nie wystarczą. Sito znów poszło w ruch i kolejne marzenia poszły do piachu. Z marzeń długoterminowych nie zostało nic, wysiłkowe działania też odpadły. Lista się kurczyła i kurczyła. W końcu poczułem satysfakę bo na coś przydało się moje doświadczenie w zarządzaniu czasem w systuacjach kryzysowych. Plan wyglądał realnie, czyli szczęściu profesjonalnie wyszedłem na przeciw. Teraz tylko czekać na poranek piątkowy. Wstanę rano i od niechcenia zrobię gimnastykę, napiję się kawy, pojadę jeszcze raz do starej pracy i będę czekał na deszcz błogosławieństwa. Wyobrażałem sobie jak po kolei będę odhaczał misternie wybrane punkty z listy marzeń. Skoro przyszłość malowała się w pięknych barwach i wreszcie wszystko zacznie się samo układać postanowiłem zmarnować trochę czasu na czytanie w sieci. Pierwsza wiadomość zaszokowała mnie. Serwisy internetowe rozpisują się na temat zabicia Muammara Kadafiego przez innego Libijczyka, 18 -letniego Mohammed Al-Bibi. Na zdjęciu młody człowiek z pistoletem w dłoni, uśmiecha się szczerze jakby uwolnił cały świat, a nie tylko Libię od tyrana. No to wiem już, że marzenia Muammara jutro się nie spełnią, a młody Mohammed będzie żył w nowej Libii z piętnem swojego sukcesu. Czytam dalej i co znajduję? Gwałtowne zamieszki w Atenach. Demonstrujący przed parlamentem tłum obrzucił policję kamieniami i koktajlami Mołotowa. Funkcjonariusze odpowiedzieli gazem łzawiącym. Kurcze! Czy moje marzenia mają szansę się ziścić w takim świecie? Na koniec już ostatnia i nawiększa kłoda pod nogi... Otóż pastor Harold Camping ogłasza koniec świata. Kiedy? Właśnie jutro! Cytat z portalu: 'Szykujmy się na koniec świata, bowiem ten jest już naprawdę blisko - wzywa Harold Camping, podając dokładną datę. 21 października, czyli już w najbliższy piątek! możemy spodziewać się końca znanego nam dotąd porządku. Tego dnia ma nastąpić bowiem Armageddon.' Podobno wspomniany pastor jest chrześcijaninem i jest dobrze poinformowany. Chyba jednak nie ma pojęcia o moich marzeniach, a one jakoś nie pasują to końca świata w piątek. Niezależnie o tego w jakim świecie wstanę jutro to mam nadzieję, że los będzie łaskawy, a Instytucja Dnia Następnego będzie działała jeszcze długo realizując chociaż niektóre moje postulaty. Dobranoc

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz